Futerkowo, czyli o wspólnym życiu pod jednym dachem z futrem czarnym i białorudym
wtorek, 24 listopada 2009
Wspomniałam o prezencie dla kotów :-)

W tej rureczce jest piłeczka.

Piłeczki nie da się z rureczki wydostać - można tylko grzebać łapą i popychać ją, żeby się turlała.

Najpierw oba zaszalały:

Potem Lucek odszedł na bok i okazał pogardliwe desinterresment, zająwszy się myciem ogona, z jednoczesnym wystawieniem nogi:

Na placu boju pozostał niestrudzony Cynamonek (z Luckiem przyglądającym się z kuluarów):

No buuuuu!

Już nie mogę...

Stary, daj już spokój. Chodź, umyję cię trochę.

Zabawa murowana. W poniedziałek zostałam obudzona o 5:30, bo koty znowu miały przypływ nadziei, że jednak uda się piłeczkę wydostać :-P

sobota, 21 listopada 2009
Mamy nowy dywanik!

Pięknie dopasowany pod nas :)

Pan doktor, nowy współpracownik

Do którego po raz pierwszy przyjechałam...

Wszedł, przywitał się, buchnął mnie w mankiet, usiadł, rzucił okiem na moją komórkę. Złapał, przyjrzał się zdjęciu Lucka :)

- O? Jak ma na imię?

- Lucek.

- Super, u mnie jest Miciek :)

- Ale jest jeszcze jeden, doktorze. Na tapecie, bo Lucek jest na wygaszaczu. Proszę spojrzeć, to Cynamonek.

- Ożesz! Jaki rozbójnik!!! Cicha woda brzegi rwie, mam rację?

Nie ma to jak spotkanie dwóch kociarzy :D

A potem...

A potem wyjechałam z prezentem dla kotów! :)

O czym już wkrótce... ;-)

poniedziałek, 16 listopada 2009
Chłopaki dzisiaj imprezują

Zostały same, ja spędzam tę noc w delegacji :)

Oby dalej tak dobrze znosiły samotne noce, bo w ciągu najbliższych 2-3 miesięcy czeka mnie kilka takich dwudniowych wyjazdów.

Pewnie już pozapraszały sobie co ładniejsze kotki z podwórka :)

niedziela, 15 listopada 2009
W czasie deszczu koty się nudzą?

A gdzie tam.

Przecież inteligentne koty zawsze znajda sobie coś ciekawego do roboty.

poniedziałek, 09 listopada 2009
Siła i piękno :)

Za zdjęcia dziękujemy Dorce, jednej z naszych ulubionych fotografek :)

poniedziałek, 02 listopada 2009
Widziałam kooota cieeeń!

Kot Schroedingera :)

No,  p r a w i e.

:-)

Czarna seria :D

Napełniałam dzisiaj kopułkę kociej fontanny.Cynamon jak zwykle wspiął się łapkami na umywalkę i patrzył (ma fioła na tle wody).

Strumień wody z kranu trafił na plastikowe wgłębienie w kopule. Zimny, mocny rykoszet poszedł prosto między Cymkowe oczy...

Przepraszam, Cymek, że się śmiałam, ale... :DD

niedziela, 01 listopada 2009
Wpadka

Wczoraj wieczorem Lucek skąpał się w wannie pełnej wody z pianą.

Już raz mu się to przydarzyło, ale wtedy zamoczył tylko tylne łapy i ogonek, tym razem zaś tylko łepek ocalił. Tak balansował na krawędzi wanny, usiłując dostać się do nowej, nieobwąchanej jeszcze szczotki, że w pewnym momecie pomyślałam, że moja interwencja jest konieczna, teraz, już, natychmiast! Zanim jednak uczyniłam choćby ruch, Lucek zjechał do środka, wzbijając fontannę wody.

Wygrzebał się dość szybko i byl raczej speszony niż zdenerwowany, nie uciekał z łazienki z wrzaskiem - ale przeżył bidok traumę, bo aż do rana nie było go w sypialni, a kiedy weszłam około północy do pokoju dziennego, siedział w pozycji porcelanowej figurynki pod stołkiem, tuż obok kaloryfera.

No, ale dzisiaj rano już było OK i kilka minut temu Lucjan znowu pląsał radośnie na krawędzi wanny. Tym razem pustej :)

Zdjęcia archiwalne, z początków wannowania: