Futerkowo, czyli o wspólnym życiu pod jednym dachem z futrem czarnym i białorudym
niedziela, 30 marca 2008
Newsletter

Również i Lucek przekonał się do szaliczka od Eulaliji :-)

Ale tu też jest fajnie:

12:37, the_dzidka
Link Komentarze (2) »
To niespra-wet-liwe!

Zabrałam dzisiaj kotąga do weta. Na szczepienia i takie tam. Wet - polecany przez wszystkich znajomych, blisko mnie w dodatku, czyli kotąg się nie będzie stresował długą jazdą, EmKa nawet wozi tam swoje koty z Woli. Koniecznie tylko tam.

No to zapakowałam Lucka do transporterka i wio - przy akompaniamencie pełnego pretensji miauczenia. Na szczęście rzeczywiście niedaleko, 10 minut samochodem.

Tyle tylko, że pocałowałam klamkę. Na szyldzie (i w necie) jak byk, że lecznica otwarta w soboty i niedziele od 10-tej do 20-tej. Poza tym żadnej kartki z informacją, że dzisiaj nieczynne czy coś. Nic. Zamknięte na głucho.

Pomyślałam, że może gość zapomniał o zmianie czasu - ja to potrafiłabym zrozumieć, to się zdarza częściej niż mogłoby się wydawać. Ale i tak było już wpół do dwunastej wg nowego, czyli i tak wg starego powinien od pół godziny siedzieć na miejscu!

Żeby było śmieszniej, ja przyszłam ot tak z buta, ale przyszły również dwie babki z terierkiem, które były UMÓWIONE. Z tym że one mogły tam chwilę sobie poczekać, pospacerować (pogoda dzisiaj cudna!), natomiast ja sterczeć na środku hałaśliwej ulicy z wrzeszczącym w transporterze kotem, który na co dzień jest niewychodzący, to już nie bardzo...

I kota właśnie najbardziej mi szkoda, bo nie dość, że się zestresował bidok, to jeszcze będę musiała jeszcze raz pwtórzyć całą akcję. Z tym że już raczej a/ w dzień powszedni, b/ po telefonie do kliniki, i upewnieniu się, że w ogóle ktoś tam jest!

(Pomijam ten drobiazg, że do weta zbieram się od tygodnia, i oczywiście musiało być zamknięte dokładnie wtedy, kiedy się wreszcie wybrałam!)

Po powrocie do domu Lucek, zamiast czmychnąć gdzieś w kąt obrażony, przyszedł do mnie z ogonkiem w pytajnik i wlazł mi na kolana, czego mimo ogólnej miziowatości NIGDY nie robi (woli spać przy moim policzku). I przesiedział na tych kolanach kawał czasu, mrucząc i pozwalając się miziać.

Było to albo "A teraz naprawiaj, co narozrabiałaś!!", albo podlizywanie się mi, żebym nie wsadzała już go więcej do tego pudła z kratą..

Przykro mi, stary :-(

12:34, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
piątek, 28 marca 2008
Coś mnie zafrapowało [OT]

Co najmniej pięć-sześć kocioblogów ma taki sam szablon.

A ja się nie sugerowałam innymi przy wyborze szablonu, po prostu wybrałam z listy ten, który spodobał mi się najbardziej.

Powiedzcie mi jeszcze, że to nie ZNAK :)

18:36, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
Lekka nudka?... :)

Luckotek Pavarotek zaczyna się do mnie kleić, kiedy wracam do domu. Czeka na mnie tuż pod drzwiami i na mój widok wydaje bardzo duże 3,14 (PI). Myślę, że sąsiedzi słyszą. I bardzo głośno zaczyna opowiadać, jak się nudził, jak mnie nie było. (Albo o tym, że rybka była niedobra?)

Wrzeszczy leżąc na podłodze, a kiedy do niego podchodzę w celach miziaszczych, natychmiast kładzie się do góry kołami i muszę nad nim zwisać miziając (a zdaje się, znów dysk mi wylata).

Jak tylko lekarzyna potwierdzi, że nie na kota moja alergia (allegria?), to dokocam (Bubkiem, zdrobnienie od Belzebuba?...). Czyli jeszcze trochę Luckotek Pavarotek musi się ponudzić.

Ale wymyśliłyśmy z Ciocią  Małgosią, że powinnyśmy zaprzyjaźnić jej Dextera z L. P. Może się chłopaki polubią. Bo już dawno zostało ustalone, że jak Ciocia Małgosia wyjeżdża, to Dex do mnie na wycug, a jeśli ja - to L. P. na ksiuty do niej. Żeby jeszcze mieszkała trochę bliżej, byłoby miodnie :)

A w ramach bonusiku, dwa zdjęcia Dexterka z czasów, kiedy przez tydzień rezydował u mnie. Mam nadzieję, że Ciocia Małgosia nie ma nic przeciwwko. Ciociu Małgosiu? Hop, hop! :))

NB uważam, że to pierwsze zdjęcie jest absolutnie genialne :))) Coś a la ilustracja do plakatu o walce kotów o prawa kotów :)

18:18, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
czwartek, 27 marca 2008
Ups

Luc się chyba na mnie obraził, bo wróciłam do domu dopiero o 18-tej.

Ale przecież mówiłam mu rano, że dzisiaj wrócę później, no!

21:38, the_dzidka
Link Komentarze (3) »
środa, 26 marca 2008
A w ogóle to czas się przyznać!

Lucek to zdrobnienie od Lucyfer :-)

Pełne jego dane osobowe brzmią: Lucyfer Piskorski-Miałecki, urodzony w Więcborku koło Bydgoszczy** 12 sierpnia 2007 roku.

No co? Miauczy i robi pi, pi, piiii....

** To jest update przekazany przez Lidię: nie w Bydgoszczy, ale w Więcborku. Kiedyś tam byłam i się cieszę :-))))

21:26, the_dzidka
Link Komentarze (6) »
Schiza

Ludzki leży na podłodze i biorąc w zęby (!!) brzeg dywanu podnosi go do góry na jakieś 15 cm, usiłując jednocześnie pod tenże dywan wpełznąć.

Marzec, panie....

21:24, the_dzidka
Link Komentarze (1) »
wtorek, 25 marca 2008
Buehehehe

Ujęta za serce widokiem Lucjantego smętnie rozpłaszczającego nochal o drzwi balkonowe, dokonałam uroczystej inauguracji czerwonych szeleczek i smyczki, zakupionych kilka dni temu.

Ustrojony w czerwone szeleczki, ze mną na drugim końcu smyczki, Lucjanty stał oniemiały w otwartych drzwiach balkonowych przez dobre pół minuty.

Po czym w ułamku sekundy dał potężnego dyla do...

... łazienki, omal nie zbijając mnie z nóg.

No cóż, mówi się trudno, chciałam dobrze.

A może on się po prostu bał, że go jakiś dachowczyk zobaczy w tych obciachowych czerwonych szeleczkach?....

17:05, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 24 marca 2008
I'm - supermodel

Znowu musisz do kompa?! No proszę Cię!

Dawaj tę szczotkę, no... no... Ammmmhhhmmmmm.... Moja szczotka...

Tu mi dobrze, tu daj mi spokój. Po coś w końcu wziąłem tę wycieraczkę do niewoli?!

Czego? Pytam się grzecznie, CZEGO?!

Nie wstanę! Tak będę leżał!!!!!

Taaaa, wiem, że wystaje mi kiełek! To jeszcze se zobacz go w zbliżeniu!

Mrrrrr... mrrrr..., bejbe...?....
Gdy trzeba będzie, to Ciebie obronię. Znam parę chwytów, ciałem zasłonię....

18:45, the_dzidka
Link Komentarze (2) »
Na tronie

Lucław to kot towarzysko-kilbelkowy. Za każdym razem, kiedy wchodzę do toalety, wchodzi tam za mną i kieruje się do kuwety.

I robimy swoje ;)

Przy czym Lucław najchętniej najpierw załatwia potrzebę mniejszą, potem łaskawie czeka, aż usunę zlepiony żwirek do klopka, po czym wchodzi ponownie i zajmuje się potrzebą większą. A że przemianę materii ma doskonałą...

Czasami jednak Lucław przy okazji mojej wizyty w klo zwiedza okolicę. Opanował już sposób wchodzenia na kabinkę prysznicową (z umywalki), z kabinki prysznicowej dostaje się na szafkę-komin, i tylko czekam, aż dotrze do niego, że z szafki komina na podłogę można zjechać po ręcznikach, zamiast wracać drogą przez kabinkę i umywalkę.

Z umywalki natomiast łatwo przejść na pralkę - po moich plecach. Dexter stosował zresztą ten sam patent.

Dzisiaj Lucław nie wiedział, że mam na sobie dosyć śliską bluzkę. Zjechał mi po niej po plecach aż na to miejsce, w którym plecy przestają być plecami.

Przy akompaniamencie moich wrzasków oczywiście, bo próbował hamować. Pazurami.

Bandyta, jakby mnie wybiczował!

16:15, the_dzidka
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4