Futerkowo, czyli o wspólnym życiu pod jednym dachem z futrem czarnym i białorudym
środa, 30 kwietnia 2008
O szczęściu - przypowieść o dwóch kotach

Duży kot, ujrzawszy małego kotka usiłującego złapać swój własny ogon, zapytał: "Po co gonisz za swoim ogonem?"

Mały kotek odpowiedział: "Nauczyłem się, że najlepszą rzeczą dla kota jest szczęście i że mieszka ono na końcu ogona. Dlatego usiłuję go złapać, bo wtedy pochwycę swoje szczęście."

Usłyszawszy to duży kot rzekł: "Drogie dziecko, ja także zgłębiałem tajemnice wszechświata i zrozumiałem, że szczęście mieszka na końcu kociego ogona. Ale zauważyłem też, że ilekroć zaczynam za nim gonić, zawsze przede mną ucieka. A kiedy zajmuję się swoimi sprawami, podąża za mną wszędzie tam, dokąd się udaję."

(Znalezione na blogu http://miciu.blox.pl)

20:13, the_dzidka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 26 kwietnia 2008
Bliskie spotkanie trzeciego stopnia

Rodzice wpadli przejazdem, z Mniamnikiem Podłym.

Było wesoło :D

Na wejściu mniamnik bulgotnął, a kot się najeżył i prychnął.

Potem mniamnik wmaszerował do kuchni i wyżarł wszystko z kociej miski. Kot przyglądał się temu ze stołu z bezgraniczną pogardą. Był najedzony.

    

Kot, z natury towarzyski pyknik, nie miał nic przeciwko zaznajomieniu się z tym dziwnym, dużym, grubym, niezdarnym i hałaśliwym stworem. Stwór za to, naćpany po uszy ze względu na podróż, miał wypisane na pysku rozpaczliwe "zabierzcie ode mnie to małe coś!"

Poza tym mniamnik jest idiotycznie zazdrosny - już nie mówię o tym, co wyrabiał, gdy mama głaskała kota - mało nie zwariował - ale miał pretensje nawet wtedy, gdy JA głaskałam MOJEGO kota na MOIM terenie.

Kot w każdym razie, beztrosko rozwalony na półeczce przy telewizorze, przyglądał się wszelkim objawom psiego stresu z cynicznym rozbawieniem i politowaniem wymalowanym na pyszczku :)))))

A po odjeździe gości...

Mrrrr... znowu jest po naszemu....

22:05, the_dzidka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 24 kwietnia 2008
Lucyndeusz

Broi jak oszalały. Galopuje przez mieszkanie jak wariat, trzy razy szybciej, mocniej, dłużej i głośniej niż zwykle. Drze się przy tym jak opętany i rozszarpuje pazurami dywanik i szmatę.

Wiem dlaczego. Odreagowuje, cieszy się i mści jednocześnie, że po powrocie z pracy ponownie wyszłam z domu o piątej i wróciłam dopiero przed chwilą.

Ale dzień i wieczór taki piękny!

22:01, the_dzidka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 22 kwietnia 2008
Pan kotek był chory?...

Lucurro coś niehalo. Po tej szczepionce? Osłabiony bidok, senny, jeść nie chce.

Wprawdzie mruczy, i przed chwilą dosyć starannie się umył, ale gołym okiem widać, że coś mu jest.

Mam nadzieję, że do jutra mu przejdzie, bo smutno to wygląda...

19:16, the_dzidka
Link Komentarze (5) »
PoWETował sobie

Wczorajsza wizyta u pani doktor Wet zakończyła się sukcesem - Lucyllo jest zdrowy, nie ma infekcji, został zaszczepiony i oddalił się z godnością w kotenerku (copyright siwa).

Dzisiaj rano podstępem wmusiłam w Lucylla tabletkę na odrobaczenie. Rozkruszyłam ją, wymieszałam z olejem roślinnym i umieściwszy kota pod pachą, dokładnie wysmarowałam mu zęby, wargi i pyszczek. Nawet się bardzo nie rzucał.

Poskutkowało, ale zdaje się ciężko podpadłam...

Kiedy wychodziłam do pracy, Lucyllo nadal siedział odwrócony do mnie tyłem, na dywaniku w łazience. Przedtem ostetntacyjnie opuszczał pomieszczenie, do którego wchodziłam. I nie ruszył śniadanka.

Czy kawałek wędzonej rybki po powrocie do domu załatwi sprawę?...

11:44, the_dzidka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 19 kwietnia 2008
Ze zdjęciami będzie coraz trudniej

Lucurro ostatnio przybiera postawę "Nie życzę sobie!!"

Spina już się na cichy dźwięk włączanego aparatu, a poza tym drażni go chyba czerwona lampeczka, bo nawet jeśli flesz jest wyłączony, to odwraca głowę.

Ale nic, zrobimy co się da.

10:41, the_dzidka
Link Komentarze (3) »
środa, 16 kwietnia 2008
Jak pies z kotem

LOL!

Piętro wyżej nad nami mieszka pies myśliwski o imieniu Kacper. Jest piękny, miły i dobrze wychowany.

Właściciele Kacpra wycięli w siatce balkonowej okienka, żeby pieso mógł sobie wystawiać przez nie łeb i oglądać świat. Znaczy nie wiem, czy te okienka zostały wycięte specjalnie w tym celu, ale pieso korzysta ile wlezie.

Dzisiaj Lucek siedząc na drukarce (stojącej jak wiecie na parapecie) nagle zauważył wyglądającego przez okienko psa.

I oszaliło go - drapał się po szybie, miauczał i walił ogonem.

Po czym w pewnym momencie pies spoglądając w dół, zauważył za szybą kota.

Chwilę patrzyli na siebie... po czym nagle z pyska psa zaczęły skapywać, podrywane przez wiatr, ogromne, ciężkie krople śliny :D

A kot zamienił się w zmrożony posążek i JUŻ TYLKO PATRZYŁ.

Zdjęcia niestety nie wyszły za dobrze: tu Kacper gapiący się na nas (widać te błyski w oczach):

A tu obaj - musicie uwierzyć na słowo, że to coś wystające na tle nieba to łeb psa wyglądającego przez "okienko".

19:25, the_dzidka
Link Komentarze (1) »
poniedziałek, 14 kwietnia 2008
Houston, mamy problem

Testy alergiczne, którym się wczoraj poddałam, wykazały silną alergię na pyłki olchy, roztocza i sierść zwierzęcą (kot, pies, koń, królik i chomik).

Pan Doktor nakazał: - Powinna pani pozbyć się kota!

Ciekawe, dlaczego nie powiedział równie dobitnie: - Powinna pani poprosić roztocza, żeby wyniosły się z pani mieszkania, kurzu i materaca!

Albo: - Powinna pani natychmiast zakazać olsze pylenia!

Najłatwiej nakazać wyrzucić kota z domu, nie? :-/

Ta moja alergia to jakaś dziwna jest.

Nie sądzę, żeby uczulenie na olchy, roztocza i sierść zwierzęcą to jest jakaś nowość, na którą zapadłam dopiero miesiąc temu. Podejrzewam, że cierpię na to od lat, tyle że nigdy nie zwracałam na to uwagi, bo nie zauważałam objawów.

Kot w nocy śpi niemal mi na twarzy, i nic się nie dzieje, a potem jestem na delegacji 200 km od domu i nagle wydaje mi się, że mnie "dusi".

W dodatku miewam tak dopiero od chwili zalogowania Lucjana w domu. To coś tu chyba jest nie tak?

To co robić? Założyć hipochondrię, czy na wszelki wypadek brać antyhistaminy? Bo może faktycznie to jest na odwrót: jestem uczulona, ale za wszelką cenę próbuję to zbagatelizować, wbrew bezlitosnym faktom?

21:03, the_dzidka
Link Komentarze (6) »
piątek, 11 kwietnia 2008
Już umiem wstawiać filmiki

Gaba, dzięki :-)

23:54, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
wtorek, 08 kwietnia 2008
Tempora zmieniają mores

Tak sobie oglądam ofertę tej strony:

http://www.czterylapki.pl/kot/smakolyki 

Moją pierwszą kotę miałam w latach 1995-1997.

Klaudynka załatwiała się w piasek przynoszony z piaskownicy (przez pierwszy rok, potem pojawił się wyrzucany do śmieci CatSan).

Do weta była noszona pod pazuchą ew. w ortalionowej torbie.

Dostawała do jedzenia Whiskas i Kitekata, oraz głównie normalne żarcie od rzeźnika.

Jedynym jej luksusem były kocie dropsy Whiskasa, nowość na rynku.

Bawiła się piłeczkami, maskotkami i platikowymi opaskami z przesyłek pocztowych. Drapak wykonałam jej sama, z deseczki i sznurka. Takiego deficytowego do bielizny, słowa "sizal" nie było wtedy jeszcze w języku polskim.

Lucyndor sika wyłącznie w żwirek Plus Eko, rozpuszczający się w toalecie.

Ma elegancki transporter wyglądający jak USS Enterprise.

Nie je nic poniżej Sheby - Integra, Gourmet, Profilum, Feline, Purina, kocie mleko Klara... Plus wspomniany Gerber, surowa rybka, wędzony pstrąg, twaróg ;)

Kocich dropsów akurat nie lubi.

W zabawkach Specjalnie Dla Kota przebiera. A i tak najbardziej lubi korki po winie i tubki po rolkach papieru toaletowego.

Dobrze, że kot to nie dziecko :))))

20:37, the_dzidka
Link Komentarze (3) »
 
1 , 2