Futerkowo, czyli o wspólnym życiu pod jednym dachem z futrem czarnym i białorudym
czwartek, 29 maja 2008
Sąsiad

Sąsiadka ma kota. Dużego rudaska z białą krawatką i białymi skarpetkami.

Rudas wylazł dzisiaj wieczorem na balkon. Lucek siedzący na moim balkonie zamienił się w kawał lodu - siedział nieruchomo i patrzył.

W pewnym momencie tamten wstał i wrócił do mieszkania. A wtedy Lucek zerwał się i z wyraźną nadzieją w oczach też pogalopował do środka :))

Sądził najwyraźniej, że się tam spotkają :D

21:16, the_dzidka
Link Komentarze (6) »
środa, 28 maja 2008
Oka dwa

Oka prawa radość dawa,

oka lewa łzy wylewa...

20:41, the_dzidka
Link Komentarze (3) »
Krótko

Lucek witając mnie nadal wyłazi na korytarz i szaleje.

Dołącza efekty dźwiękowe, miaucząc wniebogłosy w tonie pozytywnym, wręcz wyjąc i śpiewając w całej rozpiętości skali, aż echo niesie :) Ale bynamniej nie z radości, że MNIE widzi!!

Bo oczywiście straszliwie się przy tym tarza i kula po lastrico.

08:55, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
piątek, 23 maja 2008
Kotąg na balkonowej wolności

Nadal pracujemy nad paszportem Kotąga, dopuszczającym jego pobyt na nieosiatkowanym balkonie ;-)

Jak na razie Kotąg unika skoków na balkonowe barierki, ale upodobał sobie zewnętrzny kuchenny parapet.

Bo u mnie wygląda to tak: z "salonu" oraz z sypialni są dwa osobne wyjścia na balkon. A pomiędzy tymi pomieszczeniami znajduje się kuchnia, której okno też wychodzi na balkon.

Kotąg Wariujący wykorzystuje oba te wyjścia  (przy otwartych obu drzwiach balkonowych jak szalony galopuje naokoło mieszkania), ale jeśli już łazi po balkonie, to wskakuje tylko na ten zewnętrzny parapet kuchenny:

I przy tym dorwał, cholernik, ten wystawiony w celu ocalenia przed kocimi zębami, papirus:

Update 23:30: inkryminowany Kotąg, mimo otwartych na oścież balkonowych drzwi, drzemie sobie spokojnie tuż obok mnie, jak zwykle na drukarce :)

Zamykam, bo zimno :) D-d-d-o-o-ob-b-ra-ra-ranoc.

22:25, the_dzidka
Link Komentarze (3) »
Gdy się kotek grzecznie bawi...

Leżałam sobie na sofie, ze smakiem pochłaniając "Bożą Podszewkę" (kupioną w hipermarkecie za całe 4,90 zł, o profanum!!), i jednym uchem łowiąc dobiegające z przedpokoju odgłosy zabawy kotecka.

Kotecek bawił się radośnie z użyciem wycieraczki - tyle mogłam dostrzec ze swojego miejsca - ale z czasem zorientowałam się, że słyszę jeszcze jakiś nowy, nierozpoznawalny dźwięk.

Zaciekawiona wstałam i poszłam zobaczyć, co też nowego mój kreatywny futrzak wymyślił....

Oj, wymyślił...

BANDYTA!!!

17:00, the_dzidka
Link Komentarze (7) »
środa, 21 maja 2008
Lastricoholik

Prawie codziennie, gdy wracam do domu, Luckocur wita mnie na progu i kiedy wchodzę, wybiega sobie na korytarz.

W przeciwieństwie do tego pierwszego razu, kiedy od razu dał dyla piętro wyżej, teraz wychodzi tylko po to, żeby się porozglądać / powąchać sobie.

    

    

    

Na zdjęciach tego nie uchwyciłam, ale wszystkie te eskapady kończą się tym, że - bliżej lub dalej końca korytarza - Luckocur uwala się płynnym ruchem na lastrico i zaczyna się rozkosznie po nim tarzać. Na ten moment zawsze czekam spokojnie w kuchni kładąc na stole zakupy, lub w drzwiach, bo kiedy Luckocur w ekstazie pada na lastrico, bez pośpiechu mogę po niego pójść, podnieść go i zabrać z powrotem do domu.

Dlaczego tak szaleje na punkcie (faktury? zapachu? koloru?? wzoru?!) tego akurat materiału wykończeniowego - nie mam pojęcia.

W końcu ponoć od wszystkiego można się uzależnić.

22:12, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
Odrabianie zaległości :)

Całą noc mruczeliśmy na jednej poduszce :)

Spałam trzymając przednie łapki Lucynka w dłoni - w pewnym momencie wsunął w nią także tylne :))))

12:46, the_dzidka
Link Komentarze (5) »
wtorek, 20 maja 2008
I on też :)

Obrażony? Nadęty? Zniesmaczony? Nie Lucek!! :)

Ten mały pykniczek naprawdę kocha świat i wszędzie mu dobrze :) Jakby go tam jeszcze zostawić, nie przejąłby się w ogóle.

Teraz siedzi obok mnie i domaga się wymiziania za ten cały okres rozłąki. Mizianie wprawia go w taki stan kataleptyczny, że siedząc przechylił się i oparł o miziającą go rękę, a kiedy ją cofnęłam, zleciał z biurka :DD Podświadomie oczekiwałam, że zleci w pozycji siedzącej, jak figurka, ale jednak nie :)

Dziękujemy Cioci Gosi i Dexterkowi :) Do następnego razu :)

21:49, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 18 maja 2008
Ja już wróciłam

A Lucenet wróci dopiero we wtorek.

Jutro spędzę _dosłownie_ cały dzień poza domem - jak wyjdę o ósmej rano, wrócę zapewne około północy. I ten bidny kot siedziałby prawie całą dobę sam..

Wypertraktowaliśmy u Cioci Gosi przedłużenie aresztu do wtorku :-) Zresztą Cioci Gosi taka opcja akurat bardzo pasuje.

Ale tak mi nagle zabrakło przytulenia do mnie mruczącego czarnego futerka... I dotyku tych rozkosznych ciepłych łapuniek...

21:37, the_dzidka
Link Komentarze (5) »
czwartek, 15 maja 2008
Luceusz na wycugu

Luceusz na wycugu u Cioci Gosi - bo ja jutro do Poznania jadę.

Dziwnie w domu bez kota. Znaczy luz w sumie większy, bo mogę otwierać szafki kuchenne bez obawy, że zamknę w nich kota (chociaż skoro umie już je otwierać od zewnątrz, i to siedząc NA szafce, to z pewnością by się z niej wydostał). No i drzwi na balkony pootwierane bez stresu.

Ale cały czas łowię uchem, czy nie słyszę miauków lub tupotu kocich łapek, no i kiedy wracałam od Cioci Gosi i zastanawiałam się, czy podjechać jeszcze na stację benzynową, czy zostawić to na jutro, pomyślało mi się: "Eeee, jutro, bo teraz kot w domu czeka..."

Ale dumna z cholernika jestem, bo po pięciu minutach zwiedzania domu C. G. odkrył, jak wejść pod obudowaną wannę. Dex mieszka tam już chyba z rok, a nie wiedział, że tam w ogóle można wejść!

Mój mądrutek :)

Koty jakby się rozpoznały, bo obyło się bez szczotek i nieufności, za to podobno teraz zaczynają się lać :)  No i współpraca kwitnie:

"Ciocia Gosia 22:10:22
Lucek pokazał miejscówkę pod wanną, Dexter pokazuje, że wodę to się pije z wazonu."

Trzymajcie się, kochane chłopaki. A-ha! :))))))

22:59, the_dzidka
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3