Futerkowo, czyli o wspólnym życiu pod jednym dachem z futrem czarnym i białorudym
niedziela, 29 czerwca 2008
Zwis prasowy

Kotąg na desce do prasowania, na czas czynności gospodarskich przeniesionej do "salonu". Z tyłu: zlekceważony przez Kotąga rowerro. Z prawej: rączki Mamuni - bynajmniej, jako źródło paszy, przez Kotąga nie lekceważone :)

19:53, the_dzidka
Link Komentarze (7) »
Kudłaty Pingwin i Szalony Kot

Z zakupów przyniosłam Lucynderowi nową zabawkę:

Lucynder oszalał dokumentnie na tle Kudłatego Pingwina. Od kilku godzin nie istnieje dla niego NIC poza Kudłatym Pingwinem, choć w międzyczasie ów zdążył stracić sprężysty sznurek, takie gulgocące coś w środku, nóżki i jedno oczko.

Od kilku godzin Lucynder odstawia balety z Matrixa, wprawiając w osłupienie nawet mnie, mimo że ja zwyczajna :) Fruwa w powietrzu, robi młynki, salta, potrójne aksle i poczwórne rittbergery, a wszystko to w tańcu z Kudłatym Pingwinem. Dopiero teraz, wykończony, zaległ za kanapą.

Próbowałam zrobić mu zdjęcie w akcji, ale nic z tego, same rozmazane smugi. Więc choć kilka tych spokojniejszych (cha, cha, cha!) ujęć...

    

    

Aha, w imieniu Lucyndera pozazdrościłam Moskowi (i Kosmatkowi, jak sądzę). No i... tunel już jedzie, mimo że do pierwszych urodzin Lucyndera jeszcze 6 tygodni ;)))

19:44, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 23 czerwca 2008
Pomysł, który jakiś czas temu przyszedł mi do głowy

Pomysł najpierw był bardzo luźny, potem się mocno skrystalizował, ale dopiero pod wpływem komentarzy na blogu Dusławy dojrzał do publikacji :-) 

Otóż moi drodzy, proponuję Spotkanie Autorów Kocioblogów oraz Ich Sympatyków w Warszawie.

Opcje przeze mnie wymyślone są dwie:

1. Spotykają się Autorzy, Sympatycy i Koty - wtedy albo w czyimś ogródku, na czyjejś działce, albo na jakiejś w miarę ustronnej piknikowej polance, żeby Koty mogły rozprostować łapki.

2. Spotykają się tylko Autorzy i Sympatycy - w jakiejś fajnej knajpce lub w czyimś mieszkaniu - np. w moim -, albo w czyimś ogródku, na czyjejś działce, albo na jakiejś w miarę ustronnej piknikowej polance :) W tym wypadku przynosimy na spotkanie zdjęcia, filmiki (a ja laptoka do odtworzenia tychże) oraz barwne opowieści o Naszych Ukochanych.

1/2. Spotkanie odbywa się w którąś sobotę, jest składkowe, z menu do ustalenia, z ustaleniami co do ewentualnych noclegów dla osób z dalszych stron przybyłych.

3. Każdy Uczestnik ma dowolnie przez siebie wymyślony identyfikator z imieniem swoim oraz Kota. Ten identyfikator może być przypiętą do bluzki plakietką, mini plakacikiem, haftem na bluzce, diademem na głowie, przebraniem, no czymkolwiek, byleby było wiadomo, że ta babka to Dzidka/Siwa/Hersylia :)

4. Poza czystą przyjemnością w związku ze spotkaniem, wymyślmy coś pożytecznego - może ustalimy zrzutkę na jakiś koci azyl, może zrzucimy się na karmę dla bezdomnych kociszczy na dowolnym wskazanym podwórku, może ktoś zadeklaruje chęć adoptowania kociszcza, zasponsorowania dokarmiania takowego, zasponsorowania kastracji, sterylizacji lub po prostu jakiejś chiruricznej operacji na konkretnym kocie. TEN PUNKT NIE JEST OBOWIĄZKOWY!

No dobrze. Propozycje dotyczące terminu i miejsca spotkania są tu mile widziane. W razie konkretnego odzewu, za jakiś tydzień - dwa uruchomimy punkt kontaktowy :) Pamiętajcie, że dopiero co zaczęło się lato i mamy mnóstwo możliwości, żeby się spotkać. Kiedy lato się skończy, będzie różnie :)

Jeśli się to Wam podoba, rozpropagujcie tę odezwę, gdzie się da. Ja to zrobię na forum "Koty - nasz mały koci zakątek" :-)

Do dzieła, kocioblogarze :)

22:00, the_dzidka
Link Komentarze (13) »
środa, 18 czerwca 2008
Jak Lucenty został z babcią ;-)

Aktualnie siedzę w hotelowym pokoju w Toruniu. Trzydniowa delegacja. Kiedyś takie miewałam raz w tygodniu, teraz przez miesiąc raz w tygodniu co pół roku (zrozumiałe to w ogóle?), dzięki czemu mogłam poprosić Lucentego, żeby się do mnie wprowadził.

Lucenty zaś został z moją Macią, która przyjechała wczoraj i zostanie do 30 czerwca. Nie przyjechała specjalnie po to, żeby zaopiekowac się wnusiem ;-P, ale owszem, termin jej wizyty dobrałyśmy celowo - tak, żebyśmy i pobyły trochę ze sobą, i żebym mogła odbębnić te delegacje - jedną w tym tygodniu, i jedną, ale za to czterodniową, w przyszłym. A na przyszły piątek biorę wolne :-)

Zapowiada się Maci gigantyczna frajda, bo ona kotów niezwyczajna. Zawsze psy... Dlatego wczoraj zwykłe zblazowane mycie się Lucentego zostało przyjęte okrzykami i wybuchem radości, a zwykły skok na szafkę spowodował, że mało nie padła na kolana. Pamiętam doskonale, jak ja po raz pierwszy uczyłam się obcować z kotą pod jednym dachem, i jakie robił na mnie wrażenie fakt, że jest tak inna od psów :) Więc mniemam, że Mać będzie się teraz bawić równie dobrze :-)

20:50, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 16 czerwca 2008
Poradnik dla kotów, które nie wiedzą, jak zaplanować zajęcia na tydzień

Oniemiałek (ang. Dumbday)
Dzisiaj nie miauczymy, odsypiamy niedzielę, trawiąc spokojnie i przygotowując się na resztę tygodnia.

Fetorek (ang. Smellday)
Dzień aktywności zapachowej. Ziewamy człowiekowi przy twarzy, owiewając go bryzą przypominającą o menu z ubiegłego tygodnia. Szczególnie łatwe do zrealizowania przy głaścicielach typu całuśnik i przytulaczka. W pozostałych przypadkach możemy być zmuszeni sami podejść.

Smroda (ang. Assday)
Dzień aktywności wydalniczej. Po fetorkowym Whiskasie robimy strasznie cuchnącą kupę; zdolniejszym kotom udaje się przy tym nie wcelować do kuwety. Jeśli potrafimy, puszczamy też bąki.

Ćwiartek (ang. Foodday)
Dzień aktywności gastronomicznej. Towarzyszymy w kuchni przy dzieleniu mięsa. Stosujemy wszelkie dostępne metody nacisku psychologicznego (żałosne miauczenie, słanianie się z głodu, proszący wzrok), żeby otrzymać swój udział. Jeśli to nie skutkuje, usiłujemy wykorzystać nieuwagę kucharzącego i skraść kawałek. Doświadczone koty stosują oba sposoby.

Plątek (ang. Roamday)
Dzień aktywności fizycznej. Przemierzamy pomieszczenia z niewielką prędkością w kierunkach losowych, ale możliwie kolizyjnych i wpadamy pod nogi przechodzących.

Snobota (ang. Snoozeday)
Dzień aktywności sennej. Drzemiemy cały dzień śniąc o wielkich, tłustych myszach, które same przychodzą, by je zjeść. W przerwach, jeśli dzieje się coś wyjątkowo ciekawego i nie możemy spać, snujemy się tam, gdzie najbardziej zawadzamy.

Niedzieła (ang. Fullday)
Dzień nieaktywności, bardzo męczący. Za dnia układamy się na najchętniej używanym fotelu, wieczorem na samym środku łóżka, najlepiej w poprzek, w pozycji wyciągniętej. Śpimy. Jeśli nie śpimy, po prostu leżymy, nie zmieniając pozycji. Nie podzielimy się miejscem z nikim.

(Modyfikuję - Zostało mi przysłane w mailu.)

20:19, the_dzidka
Link Komentarze (5) »
środa, 11 czerwca 2008
Przygody Klatkoschodyseusza, cd.

Otwarty na przestrzał balkon, jako łatwo dostępny, przestał stanowić dla Kotulucka podniecającą przygodę.

Owszem, podchodząc do balkonu, miauczy rozdzierająco, ale co to za frajda, skoro Partnerka (znaczy się ja) od razu idzie i ten balkon mu otwiera?

Na szczęście pozostaje jeszcze Cudowna Kraina Klatki Schodowej :-)

Przedwczoraj Kotulucek wydostał się na Klatkę wbrew moim zakazom, i od razu POGALOPOWAŁ piętro wyżej. Aż echo szło od tupotu łap! A ja akurat nie miałam czasu na zabawę, więc pogalopowałam za nim (aż echo szło od tupotu dzidkołap!) i brutalnie z przyduszeniem ściągnęłam go do domu. I z kazaniem.

Gad jeden jednak czegoś się nauczył.

Gdy łazi po domu i wyje wniebogłosy, podchodzę do niego i pytam: - Czego wyjesz? Pokaż mi, co chcesz?!

Na co Kotulucek prowadzi mnie pod drzwi, siada na wycieraczce (tej, co ją zawsze bierze do niewoli) i patrząc to na drzwi, to na mnie, wyje i ryczy:

- Au-Au-Auu!

Na co ja najczęściej mówię: - Nie, Luc, już dzisiaj spacerowaliśmy po klatce.

- AU-AU-AUUUU!

- Nie, Luc, BYŁEŚ JUŻ DZISIAJ! Nawet na pierwsze piętro poszliśmy!

- AUUU-AUUU! AU-AU-AUUUU!

- NIE, LUC!!!!!

No ale cóż. Skubaniec przynajmniej się przyznał, że rozumie słówko "Nie".

    

19:39, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
sobota, 07 czerwca 2008
Anty-francuski piesek?

Lucycjusz ostatnio nie chce jeść mokrego. Suchego je mało, ale je. Może to przez tę pogodę.

To, czego nie zjadał, lądowalo na dole pod sklepikiem, w paśniku bezdomnych kotów. Miałam już jednakowoż nieco dość marnowania całkiem niezłej karmy, bo kupuję mu taką lepsiejszą - Sheba, Gourmet, Integra, Perfect Fit i tak dalej. Psiakostka, jedną puszeczkę parcelowałam na trzy dni, a i tak wszystko lądowało w brzuchach kotków z podwórka. (Nie żebym im żałowała.)

Więc dzisiaj w sklepie kupiłam saszetkę Whiskasa. Z ciekawości, co będzie. I co było?

Lucycjusz wrąbał całą saszetkę w ciągu paru minut!

No to jutro też dostanie Whiskasa. Co nie znaczy, że znowu go zje - zauważyłam, że lubi często zmieniać smaki i konsystencję mokrego. Ale jeśli zje, no to dobrze. Wilk syty i owca cała :)

21:46, the_dzidka
Link Komentarze (8) »
czwartek, 05 czerwca 2008
Kupiłam Luckowi książkę :)

O, tę:

http://ksiazki.tv/n/712

Przeczytaliśmy już na głos pierwsze trzy rozdziały :) Kupcie Waszym kotom!

21:33, the_dzidka
Link Komentarze (4) »
środa, 04 czerwca 2008
Ukochane zabawki

Pamiętna tego, z jakim entuzjazmem moja poprzednia kota, Klaudynka, traktowała plastikowe paski służące do obwiązywania paczek ze "Świata Książki", przyniosłam wczoraj taki pasek do domu. Też plastikowy, tylko znacznie grubszy niż tamten, bo wiążący wielkie stosy kartonów z DHL.

Lucyndorek w pierwszej chwili nie wykazał większego zainteresowania, dopóki nie zaczęłam się z nim bawić tym paseczkiem. I wsiąkł.

Ma więc nową ukochaną zabawkę, która przebiła nawet nieco już wysuszone ozdobne "trawki" z bukietu, który dostałam na imieniny.

Kot poluje na pasek, biega z nim w zębach po domu, chowa pod dywan i potem pracowicie wygrzebuje, a ja mam radochę.

Poza tym przyłapałam dzisiaj wreszcie gada, jak siedział na zadku na sedesie, i przednimi łapkami ochoczo odwijał z rolki papier toaletowy :)

Rugnęłam go, ale co z tego? Lepiej po prostu schować rolkę do szafki :)

Co za wredna klabzdra ze mnie, pozbawiłam zwierza rozrywki....

10:28, the_dzidka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 02 czerwca 2008
Kot i rower, czyli balkonu cd.

W sobotę z piwnicy na światło dzienne został wydobyty poczciwy Ambroży, czyli mój zasłużony rowerro. Po odbyciu trasy inauguracyjnej wjechał na wypas na balkon.

Luceon oniemiał na widok tego dziwnego czegoś. W domu czaił się z lekka zaniepokojony (przecież nie napiszę, że był przestraszony!), przyglądając mu się oczami ogromnymi ze zdumienia. Eskortował Ambrożego na balkon, obwąchał go całego z zainteresowaniem (jak napisała gabrielle, "kot składał się cały z wąchania"), po czym zaległ na leżąco przy lewym pedale.

I tam właśnie się układa, podczas wieczorów na balkonie.

Ale "przechodzenia" Ambrożego przez mieszkanie nadal nie lubi, dzisiaj wieczorem przy otwieraniu drzwi nawet nie wybiegł na swoje ukochane lastrico, BO TAM, OPARTY O ŚCIANĘ, STAŁ ON!!! :)

No i na koniec Chiński Paragrafek:

Prawda, że czarująco zgrabniuchny? :-)

22:16, the_dzidka
Link Komentarze (3) »