Futerkowo, czyli o wspólnym życiu pod jednym dachem z futrem czarnym i białorudym
czwartek, 31 lipca 2008
Stopień wrażliwości

Wczoraj, bardzo późnym wieczorem, siedzimy sobie: ja przy kompie, Cym na balkonie obok drzwi z living roomu, Luc w drugim końcu balkonu, obok drzwi z sypialni. Wówczas ulicą pod domem przejechał bardzo głośno ryczący, huczący i pierdzący motocykl.

Cymek jednym skokiem z balkonu znalazł się w szafie po drugiej stronie pokoju.

Ja odruchowo zasłoniłam uszy, zacisnęłam powieki i skuliłam się na krześle.

Lucek nawet nie zmienił pozycji.... :DDDD

środa, 30 lipca 2008
Lucyfreddie Krueger jak cię mogę

Kiedy wróciłam w poniedziałek z pracy, Lucek - mimo moich sprzeciwów - wyleciał na korytarz. (Ostatnio nie wylatywał, prawdopodobnie dlatego, że w domu miał Cymka.) Odłożylam siatki i poszłam za nim. W międzyczasie zszedł już sobie radośnie piętro niżej.

Zdołałam go dopaść i właśnie wzięłam go na ręce, kiedy z góry zszedł sąsiad. Lucek na widok obcej osoby poza domem (w mieszkaniu obca osoba mu nie przeszkadza, wzbudza ciekawość i sympatię) zaczął mi się w panice wyrywać.

W tym momencie popełniłam fatalny błąd - zamiast puścić kota i pozwolić mu czmychnąć w kącik, ja usiłowałam go przytrzymać.

Przysięgam, że kiedy oszalały z przerażenia kot rozwalał mi pazurami ręce, słyszałam świst stali i zgrzyt ciętej skóry. Koniec końców musiałam go puścić, a wtedy on z szybkością błyskawicy rzucił się w kierunku drzwi do mieszkania, i skoczył jak szaleniec na klamkę (nie wiedziałam nawet, że to umie). Tyle tylko, że nasze mieszkanie znajduje się piętro wyżej, i to nie były nasze drzwi, więc skuliwszy się na wycieraczce z ogonem jak szczota, zaczął skrobać łapką w drzwi i krzyczeć.

Ale jak! Ale jak!! To był krzyk mordowanego!

W końcu udało mi się uspokoić go pod tymi drzwiami, złapać rękami zalanymi krwią i powolutku, tuląc go, wrócić do mieszkania.

Dłuższy czas zajęło mi opatrywanie ran. Nie wygłupiam się i nie dramatyzuję, Lucek w swoim przerażeniu poharatał mi pazurami żyły na nadgarstku - chwała bogom, że z wierzchu, a nie pod spodem. Ale i tak nieźle mu wyszło :-/

Kot błyskawicznie przyszedł do siebie. Ale do spacerów na korytarz chwilowo się nie pcha.

Co do mnie - goi się...

20:49, the_dzidka , Lucek
Link Komentarze (3) »
środa, 23 lipca 2008
A na koniec dnia, Lucek :-)

Podlewano kwiatek na parapecie. Trochę go widać z lewej.

A wodę najfajniej pije się z naczyń nietypowych :-)

Jeszcze odrobina Cymka

Jak na plaży podczas sztormu:

      

Lubię tę podusię:

    

21:22, the_dzidka , Cynamon
Link Komentarze (8) »
W kwestii formalnej! :-)

W zakładkach:

"Dzidkotki w dużych ilościach spikasowane" ,

umieszczonych po lewej stronie bloga, znajduje się duża ilość zdjęć obu moich kotągów :-)

wtorek, 22 lipca 2008
Aaa, kotki dwa... :-)

To z dzisiaj. Można się zachwycać:

:-))))

Wielka Pardupicka Nocna

Koty dzisiaj urządziły sobie Wielką Pardupicką w środku nocy. Pardupicką, bo nawrotkę robiły sobie po moich plecach i poniżej.

Za czwartym nawrotem nie wytrzymałam, zerwałam się z łóżka i wyleciałam z sypialni z żądzą mordu. Zaczęłam ostro rugać koty, apelować do ich poczucia przyzwoitości oraz kategorycznie żądać udania się w objęcia kociego Morfeusza. Ponieważ byłam bez okularów, nagle się zorientowałam, że zamiast do Cymcia przemawiam do kawałka dywanu (Lucka rozpoznałam, bo w pobliżu nie było żadnej innej czarnej plamy), ale szybko naprawiłam pomyłkę.

I co najlepsze, kotki usłuchały i posłusznie i na paluszkach udały się na swoje legowiska. Cymek do szafy, Lucek na parapet (około piątej przylazł na mizianie, ale kiedy tylko przestałam go miziać i usnęłam, zerwał się i uciekł).

Dostałam wczoraj maila od Lidki, poprzedniej opiekunki Lucka (pozdrawiamy!). Pisze w nim o czymś, co mnie zaciekawiło. Otóż kiedy Luceusz mieszkał jeszcze ze swym bratem, był w stosunku do niego lekko dominujący i opiekuńczy: podgryzał go lekko, ale i przytulał łapami i wylizywał mu futerko; i wolał jego towarzystwo niż człowieka. Kiedy został sam (do dziś dnia nie mogę odżałować, że mi nie wyszła adopcja obu!), zaczął się garnąć do ludzi i zrobił sie wielce miziaszczy. Tak że niewykluczone, iż przyjście Cymka odwróciło w nim bratersko-wodzowsko-opiekuńcze uczucia, które teraz przelewa ze mnie na Rudego :-)

Cóż, wolę mieć dwa zaprzyjaźnione ze sobą, szczęśliwe, miziające się wzajemnie koty, niż jednego pieszczocha, który z żalem patrzy na mnie, gdy wychodzę z domu. Choć oczywiście najfajniejsza opcja to długi jesienny wieczór, ja z książką i dwa mruczydła przytulone po obu moich bokach. Może i tak się uda? :)

Póki co, wczoraj miałam frajdę patrząc na śpiącego Cyma, który zwisał z poduszki głową w dół, opierając przednie łapy o Luckowy łebek :D

A tutaj wersja odwrotna, czyli łebek o łapki :-)

niedziela, 20 lipca 2008
Status Quo po dziesięciu dniach od dokocenia

Koty odbywają trzy sparringi na dobę: rano, wieczorem i około 4:30.

Można je obserwować z zapartym tchem (poza 4:30 oczywiście, bo wtedy tylko warczę i rzucam kurwami :), bo to świetnie wygląda: kotłują się, skaczą na siebie, duszą łapami, chwytają w paszcze swoje głowy, gryzą się i turlają się przez całe mieszkanie. O gonitwach nie wspomnę.

Dzisiaj Lucenty, leżący na boku, skoczył Cymeonowi na kark. Zabijcie mnie, ja nie wiem, jak on to zrobił, wychodzi na to, że odbił się całym bokiem, a nie łapami, a i tak wylądował dokładnie na karku Cymeona.

Koty większość dnia przesypiają w szafach. Lucek - w jednej części (z której wykurzył Cyma), Cym - w sąsiedniej pomiędzy kartonami. Znaczy mają osobne pokoiki :-)

Dużo za sobą biegają, wąchają się, leżą niedaleko siebie, czasem Luc wylizuje futro Cyma.

Obaj już spędzają sporo czasu na balkonie, gdzie leżą i wygrzewają się do imentu. Pilnuję, ale wygląda na to, że obaj załapaili, o co chodzi :-)

Cymek lubi spać na pościeli. Im bardziej rozgrzebana, tym lepiej :-) Luc tego unika.

Cymek zaczął wydawać z siebie głośne miauki i piski - Lucek na to zazwyczaj biegnie do niego, nie wiem czy z troski, czy żeby ponapawać się ewentualną klęską przybłędy ;-))))))))

Mają osobne miseczki, w dwóch różnych kątach kuchni - co z tego, skoro Cymeon prawie nie tyka swojego jedzenia (rano tylko trochę skubnie), za to wyżera zawartość misek Lucentowych. Nawet się zastanawiam, czy jednak tych misek nie zgrupować razem, skoro tak....

Obaj korzystają z kuwety Cymka - zakrytej i z klapką - Luc nie opanował jeszcze do końca prostej techniki wyjścia, ale jakoś daje sobie radę :-)

No i najważniejsze:

Lucek znowu zaczął przybiegać do mnie rano do łóżka i wieczorem na sofę na mizianie :-) Wprawdzie tylko na kilka minut i potem ucieka, ale to i tak postęp, bo przez ostatni tydzień tylko gapił się na mnie ironicznie z parapetu (z materacyku lub z drukarki),

Cymek zaczął mruczeć i się przytulać :) Choć zazwyczaj to ja muszę przyjść do niego na mizianko, a nie on do mnie :-) Ale za to, kiedy już przyjdę i miziam... :-)

Mrrrrr, mrrr.... Mrrrrr, mrrrrrrr... :-)

O planowanym spotkaniu jeszcze raz :)

Kot Lucek zaprasza na forum o spotkaniu:

Tutaj:
http://forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=63881

namawiamy się, planujemy, przerzucamy pomysłami... :-)

20:19, the_dzidka , Lucek
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 17 lipca 2008
Cynamonek - Ancymonek :-)

21:21, the_dzidka , Cynamon
Link Komentarze (12) »
 
1 , 2 , 3