Futerkowo, czyli o wspólnym życiu pod jednym dachem z futrem czarnym i białorudym
wtorek, 30 września 2008
Przez jakiś czas nie będzie nowych zdjęć...

... co mam nadzieję nie zniechęci P.T. Czytelników do odwiedzin dzidkotków. Life jest brutal, i mój Nikonek dokonał żywota. Już od ubiegłego roku nie działał zoom, po tym jak upuściłam aparat na podłogę. Przedwczoraj upuściłam go ponownie, ale już na beton w garażu. I RIP.

Mam zamiar nabyć sobie nowy, i to poważniejszy aparat, cyfrówkę, ale nie idiotenkamera, a to trochę potrwa. Tak że na razie będę głównie pisać.

Lucek powiedział, że ma nadzieję, że i bez zdjęć są interesujący.

niedziela, 28 września 2008
Po powrocie

Mieszkanie całe. Koty powitały mnie w drzwiach, ale nie były specjalnie podekscytowane faktem, że skończyło się ich osamotnienie trwające 29 godzin :) Bardziej interesowała je moja torba podróżna.

O 21:30 Sąsiadka przyszła oddać klucze. Podczas rozmowy koty wylazły na korytarz. Cyryl sąsiadki wyczuł je i zaczął płakać. Więc otworzyła drzwi i Lucek wkroczył na gościnne progi. Powąchał się z Cyrylem, posyczeli sobie, po czym Luc wskoczył na kanapę i położył się na kocyku. Cym w tym czasie udał się do pokoju Bartka (syna sąsiadki). :D

Umówiłyśmy się, że spotkamy się w któryś weekend, aby bliżej zapoznać ze sobą naszych chłopaków. Fajnie. Miło jest mieć dobrych sąsiadów.

piątek, 26 września 2008
Eksperyment

Chłopaki zostają same na weekend. Wyjeżdżam do Lublina jutro około 13tej, wracam w niedzielę około 18tej. Zostawiam im dodatkową kuwetę oraz dodatkową michę suchego.

Tak zupełnie sami to nie będą, bo sąsiadka zajrzy do nich w sobotni wieczór i w niedzielę rano. Sąsiadka jest bardzo sympatyczna. Sama ma wielkiego rudego kota, który też lubi przesiadywać na balkonie. Już wcześniej deklarowałyśmy sobie wzajemną pomoc, toteż kiedy ją poprosiłam o dozór, zgodziła się chętnie, i dzisiaj wieczorem sama do mnie przyszła chwilkę pogadać i wypytać o jedzenie itp.; ubiegła mnie, bo planowałam pójść do niej pół godziny później.

Jeśli to się sprawdzi, nie będę miała stracha wyjeżdżając np. na dwudniową delegację. Bo jednodniowe nie zawsze są możliwe.

Dzisiaj kotki są bardzo spokojne - jednak. Lucek jest jakiś nieruchawy i śpiący. Mam nadzieję, że mu to przejdzie ;-), ale niech mu przejdzie po niedzieli ;-)

czwartek, 25 września 2008
Aż w uszach dzwoni - hehehe

Od wczoraj w domu panuje niesamowity spokój.

Napisałam to i na tym poprzestanę, bo ciąg dalszy miał brzmieć:

"Lucek nie chce się gonić ani bawić z Cymkiem..."itd.

Od chwili kiedy napisałam to pierwsze zdanie, oba łobuzy kotłują się za moimi plecami :D

A ja już się bałam, że Lucek zniewieściał w 48 godzin!!!

środa, 24 września 2008
Dzień "po"

Koty ganiają się po mieszkaniu aż się kurzy, rano wciągnęły duże michy :)

Wczoraj Lucek, mimo iż dostał jeść w ilości zalecanej przez weta, był nadal tak obłąkańczo głodny (ja się nie dziwię, 24 h na dwóch łyżkach mokrej karmy), że w akcie desperacji po raz pierwszy w życiu popełnił przestępstwo śmieciowe: dorwał się do kubła i wyciągnął z niego szkielet po wędzonej rybie ;-/ Po czym wrąbał połowę, zanim zaniepokoiły mnie dobiegające z kuchni trzaski ("zaraz zaraz, przecież sucha karma jest zamknięta w szafce!"). Jak sobie pomyślę, że niejeden kot się udusił rybią ością...

W nocy przyszedł do mnie, rozlelany, rozmruczany, zrobił baranka i w ogóle strasznie się pieści :) Ale nie sądzę, żę to już efekt ciachu-ciachu; miziaszczy to on byl zawsze, a teraz pewnie jeszcze dochodzi dobry humor, że przestał się źle czuć :)

Parę zdjątek z wczoraj:

Coś mi mówi to pudło...

    

Ja wejdę. Ja, ja!

Gdzieś zniknął mój kumpel. Nie wiesz może, co się z nim stało?

Smuuuutno miiiii....

"Nie wiem jak to było, ale czuję że, świat kręci się wokoło, i jest mi... niewesoło..."

   

   

09:53, the_dzidka , Lucek
Link Komentarze (6) »
wtorek, 23 września 2008
My jesteśmy kastraciki, hop sa sa, hop sa sa

Z tyłu nic już nam nie wisi, hop sa sa, hop sa sa :-)))

Dzień pełen wrażeń. O wpół do jedenastej wsadziłam Lucka do kotenerka, rzuciłam Cymkowi miskę z suchym (rzucił się na nią jak lew) i powiozłam protestującą gadzinę do lecznicy.

Lucek był bardzo, bardzo dzielny! Bardzo dzielny! BARDZO DZIELNY!!! Już przy mnie dostał zastrzyk usypiający, przy którym nawet nie pisnął, mimo iż według pana doktora te zastrzyki są krótkie, ale bardzo bolesne, i musiałam na wszelki wypadek gada przytrzymać. Był tak spokojny, że pan doktor aż zagwizdał z podziwu.

(Nawiasem mówiąc, był jeden moment wielce zabawny, ponieważ Lucenty nie chciał wyjść z kotenerka za żadne skarby świata. No więc wet podniósł kotenerek i odwrócił go do góry nogami, tzn. otworem do dołu, żeby kotąga wytrząsnąć. A tu gucio - kotąg nie wypada :D Tak się zaparł!)

O 12:50 pan doktor zadzwonił, że mogę Lucka odebrać. Kotąg był już pięknie wybudzony, aczkolwiek jeszcze zmulony mocno. Podczas podróży kilkakrotnie nawet miauknął, a w windzie już wysuwał łapkę przez kraty kotenerka.

W domu snuje się teraz, albo siedzi w jednym miejscu, ale zapakować w kocyk się nie dał, leżeć ze mną na sofie nie chce, a po zjedzeniu posiłku o 19-tej nawet odrobinę poszturchał się z Cymkiem. Trochę ma jeszcze oczka błędne i pychol niedomknięty, ale z minuty na minutę jest lepiej. Srebrną dupkę w każdym razie już sobie umył :-))

20:02, the_dzidka , Lucek
Link Komentarze (9) »
poniedziałek, 22 września 2008
Rach ciach ciach

Jutro Lucek idzie pod nóż. O jedenastej rano. Czas na niego najwyższy, mimo że nie odczuwam jeszcze skutków jego męskości w domu. Ale, to przecież nie tylko o to chodzi.

Na razie podałam kotom ostatni wieczorny posiłek i zgodnie z zaleceniem wetki, schowałam miski, zostawiając tylko wodę. Dzisiaj dałam się chłopakom napchać pod korek, ale jutro rano może być mały problem :) Ponieważ Cynamon cierpi za niewinność, więc kiedy już zapakuję Lucka do kotenerka, przed wyjściem z mieszkania podstawię biedakowi miskę z suchym.

I tego, ten...

No, trochę się denerwuję...

niedziela, 21 września 2008
Takich trzech, jak nas dwóch, to nie ma ani jednego

Raczej się dogadujemy.

 

    

 

Kocie życie jest bardzo faaaajne:

  

  

 

  

   

 

Parę dni temu w domu pojawiła się nowa pościel. Prawda, że wspaniała kolorystyka? Te kontrasty!

   

   

 

Umywalka to bardzo ciekawe miejsce!

  

 

piątek, 19 września 2008
Uprzejmie informujemy

Że żyjemy, wszystko jest OK, ale brak czasu uniemożliwia pisanie. Jest sporo nowych fotek, ale brak czasu itd.

Na szczęście, od dzisiaj mam urlop, cale dwa i pół tygodnia, więc będzie czas nadrobić.

Czuwaj,

Dzidka i Dwa Koty

środa, 10 września 2008
Królowie świtu i nocy

Chłopcy generalnie przesypiają noce. Na swoje szczeście ;-) Czasem zdarza się tak jak dzisiaj, że to JA budzę się w nocy, około trzeciej zazwyczaj, i widzę - bez okularów, więc raczej się domyślam - że Lucek podnosi się czujnie z materacyka na parapecie. Chwila - i skok na łóżko, gdzie układa się na poduszce obok mnie, mrucząc przeraźliwie i nadstawiając się do miziania. Ja co prawda wolałabym obrócic się na drugi bok i dalej spać, ale to cieplutkie, mruczące futerko jest tak przytulne, że miziam przez chwilę. Nagle warkocik... macam ręką po kołdrze. No tak, pół metra dalej śpi sobie w najlepsze Ancymon, ten zdystansowany, wycofany Ancymon, u którego musze żebrać pozwolenie na pieszczotki, ale który w odróżnieniu od przylepnego Luceona, sypia na łóżku obok mnie! No i już zaczynam mizianie na dwie ręce. Mrukanie przybiera na sile: wysokie, śpiewne, nieco zadyszane tony wydobywają się z Luceona, a równy, głęboki, bardzo ciepły i jednostajny motorek pracuje w Ancymonku. Trwa to kilka minut, bo żal mi się odrywać, dopóki żądza snu jednak nie weźmie górę.

Koty zaczynają wariować o szóstej. Ja ostatnio wstaję o wpół do siódmej, więc nie jest to aż takie bolesne, ale ze dwie pacyfikacje w ciągu tych 30 minut to norma. Pocieszam się, że jak dzień stanie sie krótszy, to i koty będa podnosić ryje później.

Cymek jest bardzo pilnym uczniem Lucka. Już bez wiekszego wysiłku wskakuje na parapet lub umywalkę prosto z podłogi. Umywalkę zresztą upodobał sobie nadzwyczajnie: dzisiaj towarzysząc mi w łazience o poranku, leżał w niej (w umywalce) sobie beztrosko, podczas kiedy ja oddawałam się tzw. innym czynnosciom porannym :-) Cymek bowiem, ku mojej uciesze, coraz częściej zaczyna mi towarzyszyć - w łazience, przy biurku, o kuchni oczywiście nie wspominając. Powoli dopuszcza mnie do swojego życia ;-)

Za mniej więcej dwa tygodnie mam zamiar oddać Lucentego pod nóż. Ciekawe, czy zmieni się wówczas układ sił w naszym domu?

 
1 , 2